Reklama w internecie przy niskim budżecie potrafi działać, o ile zamiast prób „bycia wszędzie” postawisz na jeden cel, jeden kanał i prosty pomiar efektów. Największym zagrożeniem przy małych kwotach bywa rozmyty przekaz oraz brak miejsca, w którym klient może szybko zostawić kontakt. W tym poradniku przejdziesz przez planowanie kampanii w realiach 300–1500 zł miesięcznie oraz działania SEO, które mogą zwiększać widoczność bez dopłacania za każde kliknięcie. Zobaczysz, jak zbudować minimalny lejek (landing + kontakt), jak segmentować odbiorców i jak dobierać frazy z intencją, które częściej kończą się zapytaniem. Dowiesz się też, jak wykorzystać darmowe dane z Google do wyboru tematów i optymalizacji strony. Czytaj dalej i wdrażaj kroki po kolei, bo przy niskim budżecie konsekwencja liczy się bardziej niż „fajerwerki”.
Strategia i planowanie przy małym budżecie
Strategia reklamy przy małym budżecie sprowadza się do zawężenia decyzji do jednego celu i jednej metryki sukcesu, ponieważ niewielkie kwoty nie wybaczają „optymalizacji pod wszystko”. Najpierw określ, czy priorytetem jest sprzedaż, leady, ruch na stronę czy wizyty w punkcie, a następnie wybierz jedną główną miarę, np. CPL, CPA lub ROAS. Dzięki temu każda korekta w kampanii ma czytelne uzasadnienie i nie dochodzi do mieszania priorytetów. Ustal jedną metrykę główną i prowadź optymalizację wyłącznie pod nią, zamiast próbować poprawiać wszystko naraz.
Najbezpieczniejszym startem przy budżecie rzędu 300–1500 zł/mies. jest skoncentrowanie się na jednym kanale, zamiast rozdrabniania środków na wiele platform. Możesz zacząć np. od Google Ads Search albo Meta Ads, a dopiero po wypracowaniu przewidywalnego kosztu pozyskania dokładać kolejne źródło ruchu. Dodatkowo zaplanuj test w krótkim oknie (7–14 dni) i z góry ustal, kiedy podejmujesz decyzję o cięciu lub skalowaniu. W praktyce pierwsze trendy kosztów w Search często widać przy 20–50 zł/dzień, a w Meta przy 15–40 zł/dzień.
Komunikat powinien jasno mówić „co, dla kogo i dlaczego teraz”, bo to najszybsza droga do podniesienia skuteczności bez dokładania budżetu. Klient chce od razu wiedzieć, co dostaje, ile to kosztuje i jaki efekt może zobaczyć w 7–30 dni, dlatego lepiej trzymać się konkretu niż ogólników. Przykładowo zamiast „Kompleksowe usługi księgowe” lepiej brzmi „Księgowość dla JDG: start w 24h, od 199 zł/mies., kontakt na WhatsApp”. Tak przygotowana oferta ułatwia też dopasowanie reklam oraz treści na stronie.
Minimalny lejek sprzedaży jest niezbędny, bo nawet najtańsza reklama nie spełni swojej roli, jeśli użytkownik nie ma gdzie szybko zostawić kontaktu. Zamiast rozbudowanej witryny postaw na prosty landing page (np. Carrd, Webflow, WordPress) z jednym czytelnym CTA: formularzem, telefonem, Messengerem/WhatsAppem albo kalendarzem (np. Calendly). Segmentuj odbiorców zamiast targetować „wszystkich”: wybierz 1–2 persony i ich kluczowy problem, a w e-commerce rozdziel co najmniej nowych vs powracających oraz kategorie produktowe. Najpierw inwestuj w miejsca, w których użytkownik już szuka rozwiązania (Google, marketplace, porównywarki), a social media organiczne na początku traktuj jako wsparcie zasięgu i budowania zaufania.
- Ustal cel (sprzedaż/leady/ruch/wizyty) i wybierz jedną metrykę: CPL, CPA lub ROAS.
- Wybierz jeden kanał na start (np. Google Ads Search albo Meta Ads) i zaplanuj test na 7–14 dni.
- Przygotuj prostą ofertę: co dostaje klient, ile płaci i co zyskuje w 7–30 dni.
- Zbuduj minimalny lejek: landing + jedno CTA (formularz/telefon/Messenger/WhatsApp/kalendarz).
- Doprecyzuj grupę: 1–2 persony (a w e-commerce także nowi vs powracający oraz kategorie).
SEO i widoczność w Google bez dużych wydatków
SEO przy niskim budżecie opiera się głównie na wykorzystaniu darmowych narzędzi Google oraz fraz z wyraźną intencją, które szybciej prowadzą do kontaktu. Zamiast walczyć o ogólne hasła (np. „dentysta”), celuj w dłuższe zapytania typu long-tail, np. „dentysta implanty Warszawa Wola cena”, bo zwykle wiążą się z mniejszą konkurencją. Do wyboru tematów i ustalania priorytetów wykorzystaj dane, które już posiadasz: Google Search Console pokazuje, na jakie zapytania Twoja strona się wyświetla, a Keyword Planner pomaga oszacować wolumen i konkurencyjność fraz (bez konieczności uruchamiania kampanii). Takie podejście ułatwia optymalizację tego, co ma realną szansę „dowiezienia” zapytań.
Dla usług lokalnych najszybszą drogą do widoczności bywa kompletne uzupełnienie Profilu Firmy w Google, bo to praktyczna odpowiedź na pytanie „jak być w mapach Google?”. Uzupełnij kategorie, usługi, godziny, zdjęcia, opis i link do strony, a potem zadbaj o konsekwencję: publikuj posty i odpowiadaj na opinie. Te działania potrafią zwiększać liczbę telefonów bez płacenia za kliknięcia. Równolegle dopilnuj spójności danych NAP (nazwa–adres–telefon) w katalogach i na mapach, zaczynając od miejsc typu Panorama Firm, pkt.pl oraz (jeśli pasuje) Oferteo i lokalnych portali miasta.
Optymalizacja stron usług zwykle daje najlepsze efekty, gdy już na stronie odpowiadasz na pytania o koszt i przebieg procesu. Dodaj sekcję cennika lub widełki cenowe oraz FAQ, a także jasne CTA i elementy zaufania. W przypadku stron lokalnych warto, aby nagłówek H1 zawierał usługę i miasto, co ułatwia dopasowanie do intencji. Jeśli strona wolno ładuje się na telefonie, tracisz ruch z SEO i przepłacasz za reklamę, dlatego poprawa szybkości to jedna z najtańszych dźwigni.
Widoczność da się poprawić również „bez budżetu”, dopracowując tytuł i opis w wynikach wyszukiwania, bo użytkownik w 1–2 sekundy rozstrzyga, czy kliknie. Tytuł powinien trafiać w intencję (np. „Strzyżenie męskie Kraków – od 60 zł, terminy dziś”), a opis meta działa jak zwięzła obietnica połączona z wyróżnikiem i CTA, co podnosi CTR bez dopłacania. Jeśli prowadzisz e-commerce, największą różnicę robią dopracowane kategorie (np. „buty do biegania po asfalcie”) oraz opisy, które realnie pomagają w doborze. Przy filtrach pilnuj indeksacji (np. noindex dla kombinacji), żeby Google nie przepalał budżetu crawl.
Content marketing i materiały, które sprzedają bez płatnych zasięgów
Content marketing przy niskim budżecie najlepiej działa wtedy, gdy tworzysz materiały odpowiadające na prawdziwe pytania klientów i prowadzisz nimi wprost do oferty. Zacznij od zbudowania „biblioteki pytań” z telefonu, maila i wiadomości prywatnych, bo to gotowy plan treści na wiele tygodni. Jeśli w kółko słyszysz „ile trwa?”, „jak się przygotować?” albo „czy to boli?”, zamień te wątpliwości na krótkie formaty i podlinkuj je do konkretnej usługi. Dzięki temu nie strzelasz tematami na ślepo, tylko rozbrajasz to, co najczęściej blokuje decyzję zakupową.
Krótkie wideo to jeden z najtańszych sposobów na zdobycie uwagi bez płacenia za zasięg, bo wystarczy prosty schemat i telefon. Trzymaj się formatu 15–45 sekund: problem → 1 wskazówka → CTA typu „Napisz ‘CENNIK’, wyślę szczegóły”, aby domykać intencję w wiadomościach. Do montażu możesz użyć CapCut, a do napisów automatycznych Captions lub funkcji w CapCut, co zwykle podnosi oglądalność bez dodatkowych kosztów. Trzymaj stały scenariusz (problem → wskazówka → CTA), bo konsekwencja w formacie ułatwia regularne zbieranie zapytań.
Materiały sprzedają szybciej, gdy dołożysz do nich dowody społeczne oraz konkretne historie w układzie „problem–działanie–efekt”. Pokaż screenshoty opinii (za zgodą), krótkie wideo klienta albo zdjęcia „przed/po”, bo użytkownicy naturalnie pytają „czy ktoś już z tego korzystał?”. W praktyce nawet kilka opinii w Google i kilka mini-case study potrafi podnieść konwersję bez zwiększania ruchu. Jeśli chcesz budować bazę kontaktów bez ciągłego „gonienia zasięgów”, zaoferuj lead magnet (checklistę, wzór lub kalkulator) w zamian za e-mail.
Treści o wysokiej intencji, takie jak porównania „X vs Y”, pomagają odpowiedzieć na pytanie „co wybrać?” i często ściągają odbiorców blisko decyzji. Dołóż do tego dystrybucję, bo publikacja to dopiero początek, więc wrzucaj skróty na grupy Facebooka (zgodnie z regulaminem), LinkedIn (jeśli B2B), fora branżowe i sekcje Q&A. Dodatkowo pokazuj „content z procesu” (kulisy, standardy, narzędzia), bo to buduje zaufanie bez kosztownych produkcji. Najłatwiej utrzymać regularność, gdy z jednego tematu wyciskasz wiele formatów: rolki, karuzele, stories i wpisy, zamiast za każdym razem startować od zera.
Social media organicznie: zasięg i sprzedaż bez budżetu
Social media potrafią organicznie generować zapytania bez budżetu, o ile profil i publikacje są ułożone pod szybkie zrozumienie oferty oraz łatwy kontakt. W praktyce użytkownik w kilka sekund powinien wiedzieć, co oferujesz, dla kogo to jest i jak się z Tobą skontaktować, dlatego warto dodać klarowny opis, link (np. Linktree/Beacons) oraz wyróżnione relacje: cennik, realizacje, opinie, FAQ. Taki układ skraca drogę od „obejrzałem” do „piszę wiadomość”. Jednocześnie profil pełni rolę mini-landing page, więc spójność komunikatu i CTA ma kluczowe znaczenie.
Najlepsze efekty bez reklam daje realistyczna rutyna publikacji, bo algorytmy i odbiorcy „nagradzają” regularność. Zamiast intensywnego zrywu przez tydzień, zaplanuj minimalny rytm: 2 rolki + 1 karuzela + 3–5 stories tygodniowo i utrzymaj go przez kilka miesięcy. Wśród formatów, które najczęściej dowożą zapytania, są karuzele edukacyjne oraz rolki „tip w 20 sekund”, pod warunkiem że domykasz je konkretnym CTA. Zamiast ogólnego „zapraszam do kontaktu” zastosuj krótkie wezwanie wprost, np. „Napisz ‘OFERTA’, podeślę pakiety i terminy”, bo to podnosi liczbę DM.
Darmowy zasięg często kryje się w społecznościach, bo ludzie szukają tam odpowiedzi „tu i teraz”. W grupach tematycznych i lokalnych lepiej sprawdza się odpowiadanie na pytania i podawanie konkretnych wskazówek niż wrzucanie reklamy, a po serii wartościowych komentarzy użytkownicy sami zaczynają dopytywać o usługę. Możesz też testować współprace barterowe z mikroinfluencerami (ok. 2–20 tys. obserwujących), z góry ustalając deliverables typu 1 rolka + 3 stories + link z UTM. Jeśli chcesz mieć więcej materiałów „jak od influencera”, zbieraj UGC od klientów, dając im prostą instrukcję nagrania „przed/po” i jedno zdanie opinii oraz dopinając zgodę na publikację.
Sprzedaż w social mediach da się prowadzić bez nachalności, gdy DM traktujesz jak proces, a nie improwizację. W rozmowie trzymaj 3 kroki: potrzeba → rekomendacja → link do płatności lub umówienia, a automatyczne odpowiedzi na słowo kluczowe możesz podeprzeć narzędziami typu ManyChat (Instagram/Facebook). W B2B skutecznym „bezbudżetowym” kanałem bywa LinkedIn: sensowne komentowanie pod postami osób z niszy i publikowanie 2 razy w tygodniu (case z liczbą oraz post z checklistą lub błędem). Dodatkowo planuj komunikację pod sezonowość i okazje, przygotowując treści 2–3 tygodnie wcześniej i odświeżając je co roku.
Płatne kampanie niskobudżetowe (Google/Meta) bez przepalania
Płatne kampanie przy małym budżecie można prowadzić bez „przepalania”, jeśli skoncentrujesz się na ruchu o wysokiej intencji i trzymasz kontrolę nad tym, za jakie zapytania oraz zdarzenia realnie płacisz. W Google Ads Search najczęściej najtaniej „dowozisz” leady wtedy, gdy użytkownik aktywnie szuka rozwiązania, więc nawet 20–40 zł/dzień potrafi dać pierwsze kontakty. Zamiast setek ogólnych słów kluczowych lepiej postawić na 5–15 fraz z intencją typu „usługa + miasto + cena”. Performance Max testuj ostrożnie, ponieważ przy małym budżecie łatwo o domieszkę ruchu niższej jakości, jeśli nie dopilnujesz celu i sygnałów.
Przy niskim budżecie korzystaj z dopasowania ścisłego i do wyrażenia oraz regularnie dodawaj słowa wykluczające (np. „praca”, „za darmo”, „kurs”), aby nie płacić za przypadkowe kliknięcia. To najprostsza reakcja na sytuację, w której „klikają nie ci ludzie” — bez wykluczeń system potrafi dobierać zbyt szerokie zapytania. W praktyce praca na dopasowaniach i wykluczeniach bywa szybszą dźwignią niż dokładanie budżetu. Jeżeli decydujesz się na Performance Max, ustaw mocne sygnały odbiorców, dodaj feed w e-commerce i oceniaj kampanię przez pryzmat konwersji wartościowych, a nie samych kliknięć.
W Meta Ads najbezpieczniej zacząć od prostego układu: 1 kampania, 1 zestaw reklam i 3–5 kreacji, a jako format bazowy wykorzystać materiały w stylu UGC (telefon, naturalne ujęcia, konkretny benefit). Budżet startowy rzędu 15–30 zł/dzień pozwala zebrać dane bez „rozlewania” środków na zbyt wiele zmiennych. Dodatkowo remarketing (Meta lub Google Display/YouTube) często domyka temat mniejszym kosztem, bo trafia do osób, które już były na stronie lub weszły w interakcję — nawet 5–10 zł/dzień potrafi mieć sens, jeśli oferta i dowody zaufania są jasno pokazane. Gdy masz bazę klientów (minimum kilkaset rekordów), możesz wgrać ją jako Custom Audience i zrobić Lookalike 1%, żeby dotrzeć do podobnych osób bez strzelania szerokimi zainteresowaniami.
- W Search wybierz 5–15 fraz z intencją i kontroluj dopasowania (ścisłe/do wyrażenia).
- Dodawaj wykluczenia zapytań, które generują śmieciowy ruch (np. „praca”, „za darmo”, „kurs”).
- W Meta zacznij od 1 kampanii, 1 zestawu i 3–5 kreacji UGC oraz budżetu 15–30 zł/dzień.
- Uruchom remarketing małym budżetem (ok. 5–10 zł/dzień), aby domykać decyzje po pierwszej wizycie.
- Testuj A/B jedną zmienną naraz (np. nagłówek albo kreacja) i po 3–7 dniach wyłącz przegrywające na podstawie CPL/CPA.
Optymalizacja ma sens tylko wtedy, gdy mierzysz właściwe konwersje i uczysz algorytmy tego, czego faktycznie oczekujesz. Ustaw zdarzenie „lead” lub „purchase” w pikselu Meta i tagu Google, zamiast prowadzić optymalizację wyłącznie pod ruch. Przy małych kwotach źle dobrane zdarzenie potrafi wyraźnie podbić koszt pozyskania, bo system uczy się niepożądanego zachowania. Promocje stosuj z rozwagą: zamiast dużych rabatów często lepiej sprawdzają się oferty typu „darmowa wycena 15 min”, „pakiet startowy” lub „bonus przy zamówieniu do niedzieli”, bo obniżają barierę ryzyka i przyspieszają decyzję.
Marketplace, ogłoszenia i platformy, gdzie klienci już kupują
Marketplace i serwisy ogłoszeniowe to najszybsza droga do sprzedaży przy niskim budżecie, bo działasz tam, gdzie użytkownicy wchodzą już z intencją zakupu „tu i teraz”. W przypadku produktów fizycznych Allegro/Allegro Lokalnie zapewnia natychmiastowy ruch, ale przed skalowaniem trzeba uwzględnić prowizję i koszty wysyłki. Najbezpieczniej zacząć od 10–30 najlepiej rotujących produktów i dopracować tytuły (frazy), zdjęcia oraz parametry, bo to bezpośrednio przekłada się na widoczność. Przy produktach używanych, rękodziele i prostych usługach praktycznym kanałem bywa Facebook Marketplace, gdzie warto od razu pokazać autentyczne zdjęcia, widełki cenowe oraz klarowny sposób odbioru lub dostawy.
OLX bywa niedrogim kanałem do testów, zwłaszcza lokalnie, gdy klient szuka rozwiązania „na już”. W OLX przewagę często daje czas reakcji (np. odpowiedź w 5–15 minut), a nie budżet promowania ogłoszenia. To drobna zmiana operacyjna, która nierzadko zwiększa liczbę domkniętych rozmów bez podnoszenia wydatków. W praktyce większość pytań dotyczy ceny i logistyki, więc im szybciej i bardziej rzeczowo odpowiesz, tym mniej zapytań „przepada” po drodze.
Platformy leadowe dla usług (np. Fixly/Oferteo) mogą działać, ale opłacalność warto liczyć wprost jako koszt leada pomnożony przez skuteczność domknięcia. Jeśli płacisz 20 zł za kontakt i zamykasz 1/10, realny koszt pozyskania klienta wynosi 200 zł — wtedy zestawiasz go z marżą, zamiast zgadywać. W sklepach internetowych porównywarki cen (Ceneo, Skąpiec) zwykle dostarczają ruch o wysokiej intencji, jednak przed zwiększeniem budżetu dobrze jest wziąć pod uwagę koszt kliknięcia, prowizje i zwroty. Dla branż beauty i usług lokalnych narzędzia rezerwacyjne (Booksy, Fresha) odpowiadają na kluczowe pytanie „czy są terminy?” i można je traktować zarówno jako kanał pozyskania, jak i budowania powrotów.
Zaufanie na platformach rośnie, gdy zbierasz opinie tam, gdzie użytkownik widzi niezależne potwierdzenie. W zewnętrznych systemach opinii (np. Zaufane.pl) dobrze jest konsekwentnie prosić o recenzję po każdej realizacji, wysyłając SMS lub e-mail z linkiem, aby w 30 dni zdobyć pierwsze 20–50 opinii. W B2B katalogi branżowe i izby gospodarcze potrafią dostarczyć leady przy niewielkim koszcie, o ile opis oferty jest napisany pod problem klienta, a kontakt nie stawia barier (telefon, e-mail, formularz). Niezależnie od platformy „wybicie się” bez dopłat wspiera stały poziom obsługi: szybkie odpowiedzi, pełne parametry, dobre zdjęcia i wysoka ocena, ponieważ te wskaźniki wpływają na pozycję oferty.
E-mail, SMS i retencja: najtańsza sprzedaż to powrót klienta
Najtańsza sprzedaż przy niskim budżecie najczęściej dzieje się wtedy, gdy klient wraca, zamiast gdy w kółko płacisz za nowy ruch. Zacznij od budowania listy zgodnie z RODO: formularz na stronie, checkbox zgody, jasno określony cel komunikacji oraz polityka prywatności. Od strony technicznej ułatwiają to narzędzia typu MailerLite, Brevo (Sendinblue) lub GetResponse, bo pozwalają uporządkować zgody i automatyzacje. Jeśli masz zgodę i jasno określony cel, e-mail staje się kanałem, który nie wymaga dopłacania za każde kliknięcie.
Zazwyczaj skuteczniejsza od „pojedynczego newslettera” jest sekwencja powitalna 3–5 maili, bo działa w tle i oszczędza czas. W praktyce możesz ułożyć ją jako: 1) obietnica i zasoby, 2) najczęstsze błędy, 3) case, 4) oferta, 5) przypomnienie, dzięki czemu każdy nowy kontakt dostaje te same kluczowe treści. Równolegle segmentuj komunikację, zamiast wysyłać identyczną wiadomość do wszystkich, np. do osób, które pobrały checklistę, dodały produkt do koszyka lub są klientami po 30 dniach. Takie dopasowanie skraca drogę do decyzji i ogranicza „zmarnowane” wysyłki.
W e-commerce jedną z najbardziej opłacalnych automatyzacji jest porzucony koszyk, bo odzyskuje sprzedaż bez zwiększania budżetu reklamowego. Ustaw sekwencję: 1 mail po 1 godzinie, 2 mail po 24 godzinach, 3 mail po 72 godzinach, przy czym zamiast dużego rabatu lepiej odpowiadać na obiekcje (czas dostawy, zwrot 30 dni, opinie, dostępność). SMS wykorzystuj oszczędnie, tylko do pilnych komunikatów, takich jak przypomnienie o wizycie, ostatni dzień promocji czy potwierdzenie wysyłki. SMS sprzedaje wtedy, gdy jest krótki, ma link i dotyczy realnej korzyści „tu i teraz”.
Retencję i dosprzedaż wzmacniają także punkty kontaktu po zakupie, bo klient naturalnie pyta „co dalej?”. Warto wysłać instrukcję, rekomendacje dodatków oraz propozycję kolejnego kroku (upsell/cross-sell), zamiast zostawiać użytkownika bez dalszego scenariusza. Pilnuj higieny bazy. Jeśli open rate spada, raz na 60–90 dni uruchom kampanię reaktywacyjną i usuń lub wycisz osoby nieaktywne, prosząc je o potwierdzenie jednym kliknięciem. Aby nie robić wszystkiego ręcznie, zintegruj sklep lub landing z narzędziem mailowym (np. Shopify/WooCommerce + MailerLite/Brevo) i taguj zachowania, co ułatwia kierowanie właściwej oferty do właściwej grupy.
Partnerstwa, afiliacja i polecenia: reklama, za którą płacisz po efekcie
Partnerstwa, afiliacja i polecenia to model reklamy, w którym część ryzyka przenosisz na rezultat, zamiast finansować zasięg „w ciemno”. Najłatwiej zacząć od programu poleceń dla obecnych klientów, bo zadowolona osoba potrafi dostarczyć lead taniej niż jakakolwiek kampania. Mechanizm powinien być prosty do zrozumienia, np. rabat dla polecającego i poleconego albo nagroda po określonej liczbie poleceń, wraz z czytelnym regulaminem. Program poleceń działa dopiero wtedy, gdy klient ma prosty powód i prosty sposób, by Cię polecić.
Najszybciej buduje się partnerstwa z firmami komplementarnymi, bo macie podobnych odbiorców, ale inne usługi. Przykładowo fotograf ślubny może wymieniać leady z florystką, trener z dietetykiem, a serwis IT z biurem rachunkowym, bez kupowania dodatkowego ruchu. Zamiast płacić za zasięg, ustalcie wymianę leadów albo wspólną ofertę pakietową, która rozwiązuje jeden problem klienta „od A do Z”. Dodatkiem mogą być wspólne webinary, w których dzielicie się promocją i zaufaniem, pod warunkiem że zapis prowadzi do konkretnych usług obu stron.
W e-commerce afiliacja pozwala wypłacać prowizję dopiero po sprzedaży, co ogranicza ryzyko przepalania budżetu. Do mierzenia wkładu partnera użyj narzędzi typu Post Affiliate Pro lub Impact (większe) albo prostego systemu kuponów i linków UTM. Jeśli masz bazę 500–5000 subskrybentów, możliwe są też cross-promocje newsletterowe: jeden mail, jeden link, konkretna korzyść dla odbiorcy i pomiar przez UTM, żeby ocenić realny efekt. Bez kodów rabatowych per partner i UTM w linkach nie wiesz, który kanał lub partner naprawdę dowozi wynik.
Jeśli zależy Ci na „reklamach jak od influencera” bez dopłacania za sam zasięg, warto rozważyć współpracę z twórcami UGC, którzy przygotują materiały do Twoich kampanii. W praktyce możesz wykupić pakiet 5–10 materiałów i rozliczasz się za produkcję (często 300–1500 zł), a następnie wykorzystujesz te treści w reklamach oraz testach kreatywnych. W mikrospołecznościach dobrze sprawdzają się też ambasadorzy marki, czyli osoby aktywne lokalnie lub branżowo, którym zapewniasz stałe korzyści w zamian za regularne publikacje i linki z kodem. Dodatkowo lokalne partnerstwa offline→online mogą kierować ruch do internetu przez kod QR prowadzący do oferty, formularza lub map Google, jednak skuteczność tych działań oceniaj przez pryzmat KPI: liczby leadów, sprzedaży, średniej wartości koszyka i zwrotów.